wtorek, 21 października 2025

Jak czytać Mitologię Słowian Czesława Białczyńskiego - część IV: DOŚWIADCZENIE BEZPOŚREDNIE


 

„Choćbyś i chciała wyjść teraz do tych ludzi, opowiedzieć im, jak się rzeczy mają, zabrzmiałabyś jak ktoś, kto mówi w obcym, nieznanym języku, ponieważ doświadczenie, takie jak to, które cię odmieniło, jest niewysławialne”.

Joanna P. Runika

„Po obu stronach lustra”

 

 

Doświadczenie bezpośrednie a duchowość

W duchowych tradycjach Wschodu od wieków podkreśla się wagę doświadczenia bezpośredniego – przeżycia, które nie jest zapośredniczone przez cudze słowa, dogmaty czy interpretacje. W Indiach mówi się o „pratyakṣa”, czyli o poznaniu poprzez bezpośrednie widzenie. To jeden z filarów klasycznej epistemologii indyjskiej, obok rozumowania i świadectwa tradycji. Oznacza tyle, co „zobaczyć samemu, przeżyć samemu”.

 

Podobnie w buddyzmie ogromne znaczenie ma praktyka medytacyjna, która prowadzi do tego, aby zobaczyć rzeczy takimi, jakie są, bez zniekształceń umysłu. Buddyjskie określenie „yathābhūta-ñāṇadassana” znaczy dosłownie „wiedza i widzenie rzeczy takimi, jakie są naprawdę”. To nie jest teoria – to stan świadomości, który rodzi się w ciszy uważności, w byciu obecnym wobec rzeczywistości.



Dlaczego to takie ważne?

Większość z nas doświadcza świata nie bezpośrednio, lecz poprzez filtr: kultury, religii, wychowania, przekonań. Widzimy nie to, co jest, lecz to, co „powinno być” według naszej tradycji albo co „nam się wydaje”. Doświadczenie bezpośrednie zrywa z tym filtrem – przynajmniej na chwilę. Pozwala zobaczyć, poczuć i doświadczyć życia w jego nagiej intensywności, zanim jeszcze ułożymy je w kategorie.

 

To dlatego hinduscy jogini czy buddyjscy mnisi podkreślają: nie wierz na słowo, sprawdź sam. Buddyzm w swojej istocie nie wymaga ślepej wiary – zachęca do doświadczenia, które staje się twoją własną prawdą.



Klucz do zrozumienia Białczyńskiego


I właśnie tutaj pojawia się pewien most do lektury Mitologii SłowianCzesława Białczyńskiego.


Dla kogoś, kto nigdy nie miał doświadczenia duchowego – kto nie poczuł choć raz, że świat jest przeniknięty obecnością czegoś większego, że granica między człowiekiem a przyrodą, między „ja” a światem, na chwilę się rozpuszcza – jego dzieło może brzmieć jak fantazja literacka albo dziwna zabawa słowami.

 

Ale ktoś, kto choć raz dotknął bezpośrednio duchowego wymiaru rzeczywistości, odnajdzie w tych księgach coś zupełnie innego. Zrozumie, że nie chodzi o katalog imion bogów czy alternatywną wersję dziejów świata, lecz o próbę językowego uchwycenia doświadczenia duchowego. O opisanie w formie mitologicznej tego, co w inny sposób byłoby niewyrażalne.

 

Tak jak Upaniszady czy sutry buddyjskie bywają hermetyczne dla kogoś, kto patrzy na nie tylko oczami racjonalisty – tak samo „Mitologia Słowian” Białczyńskiego otwiera się naprawdę dopiero wtedy, gdy czytelnik wie z doświadczenia, czym jest świat jako sieć powiązań, jako żywa obecność, jako przestrzeń duchowa.



Doświadczenie zamiast teorii

Dlatego lektura Białczyńskiego – podobnie jak lektura tekstów wschodnich mistrzów – nie powinna być traktowana jak wykład z historii czy jak dogmat religijny. To raczej zaproszenie:

  • do refleksji,
  • do spojrzenia poza granice racjonalnego umysłu,
  • do przypomnienia sobie, że duchowość zaczyna się nie od teorii, lecz od doświadczenia.


Kto tego doświadczy, ten w słowiańskich mitach znajdzie echo własnych przeżyć.


Kto nie – zobaczy jedynie zbiór fantazji.

 

Bo niestety – jeśli ktoś nigdy, choćby raz, nie doświadczył stanu, w jaki wprowadza doświadczenie bezpośrednie, ten nie będzie mógł pojąć opisu takiego doświadczenia, który stara się podać mu druga osoba. Cały nasz racjonalny, logiczny umysł sam w sobie nie posiada odpowiednich narzędzi, żeby taki stan „zrozumieć”. Może to zrobić tylko wówczas, gdy człowiek ma takie doświadczenie za sobą. Jeśli nie, niemożliwa jest nawet dyskusja między osobami po takim doświadczeniu i bez niego…



O doświadczeniu bezpośrednim z bloga 

DHARMA I OKOLICE

Link: https://dharmaiokolice.blogspot.com/2013/03/doswiadczenie-bezposrednie.html

W 1799 roku, protestancki teolog Friedrich Schleiermacher opublikował pierwszą ze swoich dwóch wpływowych prac, zatytułowaną Mowy o religii do wykształconych spośród tych, którzy nią gardzą. (…)

 

To do czego dążył wówczas Schleiermacher zgadza się w pełni z większością współczesnej modernistycznej retoryki buddyjskich post-tradycjonalistów (powiedzmy, takich znanych postaci w Polsce jak Brad Warner czy Stephen Batchelor), którzy są odpowiednikami ówczesnych wolnomyślicieli i berlińskiej bohemy Schleiermachera. Jego intencją było ukazanie tego, że ta specyficzna grupa społeczna, owszem, mogła pogardzać dogmatyzmem i klerykalizmem, ale jednocześnie niekoniecznie musiała odrzucać religię.

 

Przeciwko czemu buntują się dzisiejsi buddyjscy post-tradycjonaliści? Otóż buntują się przeciwko temu, co postrzegają jako dogmatyczny charakter buddyjskich nauk oraz przeciwko strukturom oraz władzy buddyjskich instytucji, czyli klerykalizmowi. Co pragną odkryć lub stworzyć, albo co, jak faktycznie twierdzą, odkryli już lub stworzyli, aby ten klerykalizm wyeliminować? Chodzi im o „religię samą w sobie” - prawdziwą esencję nauk, pierwotną Dharmę, jakkolwiek byśmy tego nie nazwali – która tkwi w tym czymś, co określane jest mianem dekadenckiego oraz skostniałego tradycjonalizmu wszystkich dotychczasowych buddyjskich tradycji, za wyjątkiem czystych nauk Buddy Sakjamuniego, albo jakiejkolwiek innej postaci założycielskiej (Nagardżuna? Dogen? Suzuki?, itp.), która im akurat przypadła do gustu, i którą na nowo wyobrażają sobie jako radykalnego reformatora, w którym widzą samych siebie.

 

„Post-tradycjonaliści” mogą się z tym nie zgadzać i twierdzić, że chociaż ich cel jest podobny, to z pewnością znaleźli jakieś nowe sposoby na jego realizację. Wielka przemiana teologii, jaka dokonała się za sprawą Schleiermachera polegała na zmianie samego sposobu definiowania religii, a konkretnie na odstąpieniu od akcentowania znaczenia doktryny i instytucji (dogmat i władza) i skoncentrowaniu się na doświadczeniu, czyli na tym co Schleiermacher w Mowach o religii nazwał „poczuciem Nieskończoności”. Ten rodzaj doświadczenie jest czymś przedwerbalnym (w terminologii filozoficznej tamtych czasów: doświadczenie jest czymś pierwotnym wobec strukturyzowania świadomości przez kategorie zidentyfikowane przez Kanta) i przez to niewysławialne i całkowicie prywatne. Takie rozwiązanie pozwoliło Schleiermacherowi dojść do dwóch wniosków: że (1) doświadczenie to jest doświadczeniem charakteryzującym się czystą bezpośredniością, która dopiero później zostaje podzielona przez myśli oraz że (2) doświadczenie to ostatecznie wymyka się finalnemu opisowi i zdefiniowaniu, a wskutek czego poznawalne jest tylko poprzez bezpośrednie, osobiste doświadczenie.

 

O doświadczeniu tym nie sposób rozmawiać, chyba że tylko pośrednio, i mogą to czynić ci tylko, którzy sami już zaznajomili się z tym doświadczeniem, i co za tym idzie, mogą docenić jego znaczenie i wartość oraz twierdzić, że jeżeli ktoś jest religijnie nieutalentowany, to nie ma podstaw aby prowadzić z nim dalszą dyskusję. Koncepcje te są fundamentem dla twierdzeń, że religia, definiowana jako doświadczenie religijne, jest nieredukowalna do innych czynników, takich jak powiedzmy historia społeczna czy ekonomia oraz że doświadczenie to powstaje wyłącznie samo z siebie (roszczenia sui generis). Takie hipotetyczne doświadczenie jest przedwerbalne i nie może być przedmiotem ocen. Będąc bezpośrednim doświadczeniem rzeczywistości taką jaka ona jest, jest czymś samo-uwierzytelniającym się. Innymi słowy, nie istnieje możliwość, aby racjonalny, refleksyjny namysł mógł być zastosowany wobec twierdzeń opierających się na „religijnym doświadczeniu”. Zaś każdy kto potrafi twierdzić, że posiada dostęp do takiego „doświadczenia religijnego” staje się równocześnie wiarygodnym nauczycielem. (Nota bene: jeżeli ktoś próbujący rozmawiać o tych kwestiach powie, że „tak, ja też miałem takie doświadczenia, zatem mogę się o nie z tobą spierać”, taki ktoś już zaakceptował zasadniczy i bezdyskusyjny fundament na jakim opiera się ta pozycja. Twierdzenie to, by posłużyć się dziś już osobliwie brzmiącym ale wciąż efektywnym epistemologicznym rozróżnieniem Poppera, jest niefalsyfikowalne). Twierdzenie, że przedwerbalne doświadczenie stanowi podstawę i prawdziwą esencję religii, stało się rdzeniem tego, co zostało nazwane później teologią liberalną (chrześcijańskim liberalizmem), a ta z kolei posłużyła do uczynienia tej koncepcji religii, jako religijnego doświadczenia, czymś wielce wpływowym w XIX w., co zostało z kolei przejęte przez filozofów w hermeneutyce, filozofii języka, jak również historyków i psychologów religii. (…)

 


O doświadczeniu bezpośrednim ze strony wisdomlib.org

Link: https://www.wisdomlib.org/pl/concept/bezpo%C5%9Brednie-do%C5%9Bwiadczenie

Bezpośrednie doświadczenie w różnych tradycjach indyjskich oznacza osobiste, bezpośrednie poznanie prawdy. W buddyzmie tybetańskim i theravadzie podkreśla natychmiastowe zrozumienie zjawisk. Według wisznuizmu to osobiste spotkanie z Bhagavanem. Wedanta akcentuje bezpośrednie doświadczenie Brahmana, a njaja – empiryczną obserwację. W historii Indii odnosi się do mistycznych stanów i poezji doświadczenia. Kamashastra wiąże to z reakcjami sensorycznymi, a w religii stanowi podstawę autorytetu religijnego, kontrastując z wiedzą teoretyczną.

 

Buddyzm:

 

W buddyzmie, "Bezpośrednie doświadczenie" odnosi się do osobistego, bezpośredniego poznania rzeczywistości, które wykracza poza czysto intelektualne zrozumienie. Jest to kluczowe w praktyce Dharmy, gdzie osobiste doświadczenie płynące z praktyki jest odróżniane od wiedzy teoretycznej.

 

W buddyzmie tybetańskim, bezpośrednie doświadczenie oznacza bezpośrednie zrozumienie lub spotkanie z rzeczywistością, które kontrastuje z teoretycznymi twierdzeniami dotyczącymi poznania. To bezpośrednie poznanie jest wykorzystywane do obalania argumentów twierdzących, że podstawa uniwersaliów różni się od jednostek.

 

W tradycji Theravady, bezpośrednie doświadczenie odnosi się do natychmiastowego zrozumienia lub wglądu w pojawiające się zjawiska, co jest istotne w praktyce buddyzmu. Nibbana jest urzeczywistnieniem, którego nie można osiągnąć poprzez doświadczenia innych.

 

Hinduizm:


W hinduizmie, "bezpośrednie doświadczenie" odnosi się do osobistego i bezpośredniego spotkania z boskością lub prawdą duchową. Jest to doświadczenie, które jest aktualne, bez pośredników i abstrakcji. W Vaishnavizmie oznacza to osobiste spotkanie z Najwyższym Panem, które przynosi głębokie poczucie radości i spełnienia.

 

Doświadczenie to wpływa na praktykę oddania i pozwala na postrzeganie kirtanu Bhagawana jako aktywności zmysłów. Jest to bezpośrednie rozpoznanie relacji, jaką oddany ma z kochającą formą Bhagawana podczas bhakti. W Vedanta, "bezpośrednie doświadczenie" oznacza natychmiastowe i osobiste spotkanie z prawdą Brahmana, w przeciwieństwie do czysto teoretycznego zrozumienia.

 

W Puranie, to osobiste, przeżyte zrozumienie prawd duchowych jest fundamentalne dla zdobywania mądrości duchowej . W Yoga, jest to wiedza zdobyta z pierwszej ręki, w przeciwieństwie do teoretycznego zrozumienia, szczególnie w kontekście duchowym. W Nyaya, to osobista wiedza zdobyta poprzez bezpośrednią interakcję z czymś.

 

To bezpośrednie doświadczenie jest uważane za niezbędne dla prawdziwego postępu duchowego, ponieważ prowadzi do realizacji duchowych prawd z pierwszej ręki. W Kamaszastrze odnosi się do bezpośredniej reakcji zmysłowej na obiekt, co podkreśla aspekt przyjemności fizycznej związanej z Kamą. Bezpośrednie doświadczenie w hinduizmie to fundament osobistego rozwoju duchowego i zrozumienia rzeczywistości.

 


Bezpośrednie doświadczenie w źródlach lokalnych i regionalnych:


"Bezpośrednie doświadczenie" w historii Indii odnosi się do osobistego spotkania z boskością, podobnie jak u św. Franciszka i Sri Ramakrishny. Jest to podstawa wszelkiej wiedzy i religii. Literatura religijna opisuje to jako poezję bezpośredniego doświadczenia, pełną świeżości. W hinduizmie oznacza coś, co musi być doświadczone bezpośrednio, a nie przez logikę zachodniej nauki.


W źródłach naukowych:

"Bezpośrednie doświadczenie" w kontekście nauki, szczególnie w naukach o środowisku, odnosi się do osobistego zaangażowania i ekspozycji na konkretne wydarzenia. Ma to wpływ na wiedzę, percepcję i świadomość związaną z zagrożeniami. W naukach religijnych, doświadczenie to jest kluczowe dla osobistej realizacji duchowości, w przeciwieństwie do intelektualnego zrozumienia.

 

W filozofii hinduistycznej, bezpośrednie doświadczenie (anubhava, pratyaksa) jest uznawane za ważne źródło wiedzy. W kontekście religijnym, kładzie się nacisk na osobiste spotkania i konkretne rezultaty, a nie na ślepe wierzenia. Rozwój poczucia własnej skuteczności, w naukach o środowisku, następuje poprzez obserwację, pochwały i perswazję, co daje pewność siebie w pokonywaniu trudności.

 

Bezpośrednie doświadczenie kontrastuje z doświadczeniem pośrednim lub zapośredniczonym, stanowiąc podstawę autorytetu religijnego. W kontekście zagrożeń środowiskowych, osobiste doświadczenia wpływają na postrzeganie ryzyka. Sufi-teologowie wyrażali sceptycyzm wobec teologii w odniesieniu do tego konceptu. Jest to centralny temat we współczesnej myśli hinduskiej.

 

 

 

A co można przeżyć, otwierając się na możliwość pełnego przeżycia kontaktu z tym, co boskie?


Posłuchajcie fragmentu z pierwszego tomu Księgi Tanów, 

z Taji 26:

 

„Szedł okręt Niebieski ostro w Górę, pod skłębionymi, wzdętymi żaglami chmurnymi, ponad miarę czernią i granatem pełnymi! Coraz to bardziej dziobisko olbrzymie zadzierał, w niemożliwy sposób do zenitu je wznosząc, w Głębię Niebiańską celując i zanurzając się, w Gwiezdny Gościniec swój wznios pasując, w lot coraz szybszy się rzuciwszy!

A wręgi i maszty jeno drżały i rzęziły, a stępy stękały, burty jego ogniste wstęgi puszczały, iskry od nich ku dołowi, ku Ziemi Matce szły, a Most-Niemost Sterników Gwiezdnego Okrętu Tego, coraz to ku poziomowi okręcał się, koło po nieboskłonie zataczając.

Dziewisław pobielałymi palcami w naprężone do niemożliwości liny wczepił się i całą siłą je dzierżył, co by przy tym koleniu kolistym od pokładu nie odpaść. Rodomira, uczepiona prężnego ramienia jego, wprost oczy z przerażenia przymkła i drżała niczym liść Osiki, kiej pokład cały z Orszakiem Boskim ku wierzchołkowi dziobowemu się przekolibił, a puściwszy strugę ognistą spod kilu, w Ciemność Wszechogarniającą się wyrwał!

Wizg poszedł od tego okrutny, a siła niewidzialna wcisnęła w pokład statku podróżników boskich i ludzkich! Do niego ich przygniotła! Płuca Rodomireczce i jej Dziewisławowi wprost przyprasowała tak, że ino ledwo już dychali. Kiej by mogli głosu użyć, dali by znać bóstwom, co ich uprowadziły z Ziemskiego Padołu, znad Jeziora Świętego, znad sioła Sławy, z Łąk Lężnych Ślęchickich, by nieco pływ ten Niebiański zwolniły, bo zara ducha wyzioną, zara przytomność umu ich opuści!!!... Lecz naraz... cóże to?!!!...

- Ale ja, chrum, chrum, chram, najlepiej ci powiem… – rzecze, po trzykroć odchrząknąwszy,  nadobna Maciora Locha, szlachetnym ryjem roześmianym, w kwiaty bławatka, rumianku i maku ozdobionym, wieńcem z Tojeści Matki Roślin zwieńczona, futrem szczerozłotym po kły dziewiętne swe okryta. – …Najlepiej ci wyłożę, co czynić wpierw, a co potem, chrum!

Wybacz, żem nieco żartobliwa, ale też żarliwa, źrzejąca i źżenna ci ja jestem, a szczerze Siemi-Ziemi i Wodom i Sporom oddana i służąca, a też Światło Świata tu uosabiająca, żeńskie Ra-udawa-(d)niająca. 

(…)

Nagle ciężkość owa straszliwa Dziewisława puściła! Nagle Rodomireczka lekką niczym piórko się poczuła! Oczy rozwarła, czujnie się wkoło siebie rozgląda i spostrzega, że burty okrętu tego, Żaglowca Niebiańskiego, Gwiezdnej Strzały, wokoło się zasklepiły powałą krągłą a przejrzystą, nad jej głową uczynioną. Znów zwyczajnie na ławie siedziała, a trzymać się kurczowo narzeczonego swego nie musiała. Ciężaru swego w ogóle nie czuła, jakby rąk i nóg nie miała, w przestrzeni ciało jej się rozpełzło.

- Nic nie ważę! Nie ważę! Wagę swoją całą utraciłam! I całą powagę swoją żem zatraciła! Ja nic nieważę! Całkiem jużem nieważna?! Przez nieuwagę moją żem się utraciła?! Znieważona się czuję! Któż ci to mię, mojej ważności pozbawił? Biada mu, biada!!!

- Nieważna? Nieważne znieważenie, nieuwaga, niewaga – głos boski słyszy, który znikąd się dobywa – złuda to ci ino. Za chwilę, kiedy okręt nasz, Roję naszą, przez Reje na Rakach kutych okręcim, cały on się obróci, i w rotację padół ten nasz chwilowy na powrót puszczonym będzie. Władanie sobą odzyskasz, ciężar ci twój, wagę ci całą twoją i powagę, i powab wrócim!

I stało się! Kątożagle dryfującej fregaty Wszechświata skręciły się na słupniach w rotory. Syk wdarł się po Styku w międzyprzestrzeń i poszybował po spinie Lęgolancy. Zerwał się wicher mocarny, rwący Przed­stworza w strzępy.

- Słuchaj!”


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jak czytać Mitologię Słowian Czesława Białczyńskiego - część V: TRANSCENDENCJA, METAJĘZYK

  Czesław Białczyński KSIĘGA TANÓW, tom II, Taja 27: - Spirala, ZphiRALA, SpinRAla, SpinraLA, Spindrala, dRAbina, dobrze uzmysławia sens Prz...