Czesław
Białczyński
KSIĘGA TANÓW,
tom II, Taja 27:
- Spirala,
ZphiRALA, SpinRAla, SpinraLA, Spindrala, dRAbina, dobrze uzmysławia sens
Przygotowań, ich Ciągłość – Koło Godów, Koło Daru, Krąg. Spirala Roków-Ragów w
Nieskończoność się ciągnie, powtarzalnością i niepowtarzalnością swoją
wiecznobieży.
Ważna to
sprawa Kołodar – Kołodun – Kołogod – Koło Bogów – Koło Darjątu,
D-ARji, Darii, D-Ar, Dar Jątu dla Ja. Kołodar – Koło Darowane, Kołodun – Koło
Dane, Kołogod – Koło Godowe, Kołobog – Koło Bogów, wszystko to jedno i w
Jedni-Sławi w Jedno się Jednoczy, w Darjąt, Dariję, D-AR dLA-JA. W Arję, Orię,
Arjąt, w Arieląd, Orzyjąt, Orjąt, w Orlę, Oriona, we zPHIralę-Krąg.
Spojrzyjcie teraz na koło owo, jak w ruchu czasu ono się przemienia. Wszak rok do roku niepodobny, choć podobny. Rok za rokiem bieży, a chociaż przychodzi wciąż to samo, nic nie jest takie samo. Niby Wiosna, a po niej Lato, potem zaś Jesień, a na koniec Zima. I znów od-Nowa. A jednak stale naprzód – lub wstecz – jak kto woli. Bo wstecz w pamięci ludzkiej wszystko się odkłada. Zdaje się, że żyjesz tylko w tu i teraz. Każdy z bogów to właśnie tobie zaleci: Żyj Tu i Teraz!
Ale to
wszystko, a ze wszystkim i ty, wciąż się wspina w górę, Drabiną Dziewięciu
Uderzeń, Drabiną Dziewięciu Kroków wspinasz się, wspinacie się, wszystko wspina
się w Górę, Ku Niebieskim Szczytom i Szczytowaniom. Raz, dwa, trzy, cztery,
pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć… i znów od początku, ale o jeden poziom, o
jedną nutę wyżej. Spirala i spindrala. SΦRAla i SΦndRAla, Zϕrala i zϕndrala, zφrala i zφndrala, zOIOrala i
zOIOndrala. Oźrala, Oś-Źrała – Oźjądrzała. Oś Jędrna i Jądra Oś – OśJedna i
Sfera-Zϕra – Zwora-Zφra.
Niby tu i
teraz, lecz widać ciągłość, która jest pod owo Tu i Teraz nieustannym
Przygotowaniem. Kiedy wczoraj się zaczyna? W Tu i Teraz. Kiedy jutro nadciąga?
Od Tu i Teraz bieży. Koło Godów zatacza się Pełnym Obchodem, ale gdy w punkt
początku trafi, wtedy od zera, od poczętku, od dziewiątki, od Nowenny – w górę
bije. Matka Ziemia nika w miejscu nie stoi. Ona pędzi, gna pędem
niewyobrażalnym.
A dokądż to,
dokąd, tak bieży i gna?
A skądże to,
jakże to, czemu ten duch?
A co to to, co
to to, kto to tak pcha?
To Ist
gorejący wyzwolił ów ruch!
Naprzód.
Naprzód i Wstecz. Tu i Teraz – Te trzy czasy gołym okiem postrzegasz ty,
człowiecze – oto jest Pierwszy Rodzaj Czasu.
TRANSCENDENCJA
U Białczyńskiego transcendencja nie jest
dodatkiem do opowieści – jest jej samym jądrem. Jego język, bogaty w
neologizmy, przekształcenia i wariacje fonetyczne, działa jak narzędzie, które
ma wybić czytelnika z codzienności i przenieść go w wymiar, w którym to, co
ziemskie, splata się z kosmicznym. We fragmencie o spirali i kole widać to
bardzo wyraźnie: zwykłe doświadczenie upływu czasu – cykl pór roku – zostaje
ukazane jako wędrówka po Drabinie Dziewięciu Kroków, wznoszenie się ku
„Niebieskim Szczytom”.
Transcendencja u Białczyńskiego polega na
ukazaniu, że każde powtarzalne zjawisko – jak wiosna, lato, jesień, zima – nie
jest prostą sekwencją, lecz ruchem spirali, który prowadzi ku coraz wyższym
poziomom istnienia. „Raz, dwa, trzy… dziewięć… i znów od początku, ale o jeden
poziom wyżej” – to metafora ludzkiego życia i duchowej drogi, w której
codzienność jest bramą do czegoś ponadczasowego. Autor pokazuje, że
transcendencja nie odrywa nas od ziemi, lecz odsłania wymiar nieskończoności w
tym, co zwyczajne.
Transcendencję widać również w językowych
eksperymentach – np. w ciągach „SΦRAla, Zϕrala, zφrala, zOIOdrala”. Dla
zwykłego czytelnika to tylko wariacje brzmienia, ale ich rytm i powtarzalność
działają jak mantra. Uderzają w inne rejestry świadomości, podobnie jak w
tradycjach wschodnich powtarzanie świętych sylab ma moc otwierania umysłu na
wymiar boski. Białczyński nie tylko opisuje transcendencję – on ją inscenizuje poprzez
formę tekstu, sprawiając, że sama lektura staje się doświadczeniem rytmicznym,
niemal rytualnym.
Wreszcie, transcendencja w jego dziele przejawia
się w wizji jedności. Wszystkie rozszczepienia językowe – Kołodar,
Kołogod, Kołobog – prowadzą do jednego źródła: Jedni, w której
wszystko się jednoczy. To wyraźne echo mistycznej intuicji, obecnej w wielu
tradycjach – od hinduizmu po chrześcijańską mistykę – że różnorodność świata
nie jest sprzeczna z jednością, ale ją odsłania. U Białczyńskiego ta jednia
jest zarazem kosmiczna i intymna, bo łączy się z pytaniem o „dar dla Ja” – dar,
jaki człowiek otrzymuje w swoim tu i teraz.
Dlatego, gdy pisze: „Żyj Tu i Teraz!”, nie chodzi
mu jedynie o psychologiczną radę, ale o mistyczne przebudzenie. Transcendencja
w jego twórczości nie jest bowiem „ucieczką od świata”, lecz uświadomieniem, że
każda chwila, każdy krąg roku, każda sylaba może być bramą ku nieskończoności.
METAJĘZYK
W twórczości Czesława Białczyńskiego język staje
się czymś znacznie więcej niż narzędziem opisu czy komunikacji. Jego fragmenty,
takie jak przytoczony z Księgi Tanów, ukazują, że mamy tu do czynienia z
metajęzykiem – językiem, który nie tylko opowiada, ale jednocześnie odsłania
mechanizmy własnego działania. Autor pokazuje czytelnikowi, jak z pojedynczych
słów, z ich brzmień i wariantów, rodzi się mit. To proces, w którym język sam
staje się kosmogonią – zasadą twórczą, zdolną budować i wyjaśniać
rzeczywistość.
Ale przeanalizujmy to sobie dokładnie, krok po
kroku, na przykładzie zacytowanego fragmentu.
1. Gra słów i
warianty językowe jako narzędzie poznawcze
Autor zestawia różne formy tego samego rdzenia: Spirala,
ZphiRALA, SpinRAla, SpinraLA, Spindrala, dRAbina.
To nie są zwykłe warianty ortograficzne – to celowe rozszczepianie brzmień,
sylab i rdzeni, aby odsłonić wielość znaczeń. „Spinrala” czy „Spindrala”
sugerują ruch, wirowanie (spin), „dRAbina” wskazuje kierunek ku górze,
wznoszenie się. W ten sposób Białczyński pokazuje, że samo brzmienie słowa
niesie sens, a język nie jest tylko etykietą, ale żywym kluczem do
rzeczywistości.
To jest metajęzyk w działaniu: nie tylko używa
słów, ale komentuje ich brzmienie i znaczenie, ukazując, że poprzez
warianty lingwistyczne czytelnik może doświadczać metafizycznej głębi.
2. Wyjaśnianie
symboliki i odsyłanie do wielu nazw
„Kołodar – Kołodun – Kołogod – Koło Bogów – Koło
Darjątu, D-ARji, Darii, D-Ar, Dar Jątu dla Ja.”
Tutaj widać, jak autor odsłania przed nami proces tworzenia mitu. Każde słowo
rozpisuje, rozkłada na części, pokazuje różne możliwości odczytania. W efekcie
czytelnik widzi, że za jednym pojęciem kryje się sieć powiązań.
To nie jest narracja stricte mitologiczna – to
narracja o narracji. Białczyński komentuje słowo, rozplata je i pokazuje, że
można je rozumieć jako „Koło Bogów”, „Koło Darowane”, „Koło Dane”. Właśnie to
stanowi metajęzykowy wymiar – opowieść o tym, jak opowieść (i język)
wytwarza znaczenie.
3. Oscylacja
między opowieścią a komentarzem
Fragment przechodzi od obrazów mitycznych
(„Drabiną Dziewięciu Uderzeń… wspinacie się w Górę”) do refleksji bardziej
filozoficzno-lingwistycznej („Spirala i spindrala. SΦRAla i SΦndRAla…”).
Mamy tu rytm: mit – meta-mit. Raz dostajemy narrację o wspinaniu się ku niebu,
a raz eksperyment językowy, w którym brzmienia sylab same stają się bohaterami.
To sprawia, że czytelnik nie tylko poznaje
opowieść o bogach i kosmosie, ale jednocześnie widzi mechanizm tworzenia
mitu przez język.
4. Język jako
kosmogonia
„Oś Jędrna i Jądra Oś – OśJedna i Sfera-Zϕra –
Zwora-Zφra.”
Tutaj metajęzyk osiąga poziom kosmologii. Język nie jest opisem rzeczywistości
– on ją konstytuuje. Rozpisywanie słów na różne warianty ukazuje, że
sama struktura języka jest odbiciem struktury świata: osi, sfer, spiral, zwór.
Można powiedzieć, że Białczyński traktuje język
jak świętą geometrię: fonemy i sylaby układają się w kosmogram, który odsłania
prawdę o istnieniu.
5. Bezpośredni
komentarz do czasu i doświadczenia
Końcowe zdania: „Naprzód. Naprzód i Wstecz. Tu i
Teraz – Te trzy czasy gołym okiem postrzegasz ty, człowiecze – oto jest
Pierwszy Rodzaj Czasu.”
To jest przykład czystej metajęzykowej autorefleksji – autor przechodzi z
mitycznego obrazu wprost do wyjaśnienia: to właśnie miałem na myśli.
Nie tylko opowiada o cykliczności czasu, ale też
komentuje, jak należy to rozumieć, porządkuje narrację i nazywa ją („Pierwszy
Rodzaj Czasu”).
Podsumowanie
W tym fragmencie widać, że metajęzyk
Białczyńskiego działa na kilku poziomach:
- gra brzmieniami i wariantami słów otwiera kolejne warstwy znaczeń,
- komentarze lingwistyczne wplecione w narrację odsłaniają proces
tworzenia mitu,
- język nie jest tu narzędziem opisu, lecz narzędziem kreacji
kosmicznej – samym rdzeniem rzeczywistości,
- autor świadomie przechodzi od opowieści do komentarza, od mitu do
meta-mitu, pokazując czytelnikowi, jak działa cały proces.
Dlatego czytając Białczyńskiego, jesteśmy
jednocześnie w micie i nad mitem, w języku i nad językiem – i
właśnie to jest istota metajęzykowości jego twórczości.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz